Relacja z wycieczki śladami przodkiń z PRL-u

Nadrabiamy zaległości. Dziś prezentujemy relację z wycieczki śladami „przodkiń z PRL-u”. Autorce relacji, Magdzie Nowak, dziękujemy za udział w konkursie i gratulujemy!

2 czerwca pod przewodnictwem Fundacji Przestrzeń Kobiet udaliśmy się na spacer po Krakowie – spacer nietuzinkowy, bo wyznaczony śladami emancypantek, artystek i innych wybitnych kobiet, które wpłynęły na charakter tego miasta. Odwiedzane miejsca były pretekstem do odkrywania historii krakowskich Przodkiń PRL-u, czyli wielkich, ciekawych osobowości, których dorobek, działalność i dokonania dzisiaj są niesprawiedliwie pomijane i zapominane. Wycieczka obfitowała w kobiece postaci i ich historie, ja postaram się przytoczyć jedynie część z nich.

Spotkaliśmy się o 15:00 na Placu Matejki, by tam przyjrzeć się historii Teresy Rudowicz malarki i podróżniczki. Była ona członkinią zdominowanej przez mężczyzn artystycznej Grupy Krakowskiej. Uchodzi za jedną z bardziej odrębnych indywidualności w krakowskim środowisku artystycznym. Rudowicz konsekwentnie budowała własny, niepowtarzalny styl i język artystyczny. Najbardziej rozpoznawalnym elementem jej twórczości są kolaże robione z przeróżnych znalezionych materiałów, które pokazują jej zamiłowanie do pozornie niepotrzebnych przedmiotów. Jej nieodłącznym elementem był papieros.

Po wizycie na Placu Matejki udaliśmy się pod Collegium Medicum przy ulicy Św. Anny 12, co stanowiło okazję do zapoznania się z sylwetką profesor Marii Orwid. Jest to miejsce, w którym rozpoczęła ona swoją drogę związaną z psychiatrią. Działalność naukową zasugerował jej Stanisław Lem, którego uważała za swojego intelektualnego opiekuna. Po ukończeniu studiów medycznych rozpoczęła pracę w krakowskiej Klinice Psychiatrycznej prowadzonej przez prof. Antoniego Kępińskiego. Orwid była jedną z pierwszych kobiet na psychiatrii. Jej dorobek wiele wniósł do tej dziedziny – przede wszystkim w kontekście podmiotowego traktowania pacjentów. Zainicjowała badania nad psychicznymi skutkami pobytu w obozie pracy. Była twórczynią projektu terapii dla ocalałych z obozu zagłady o nazwie „Dzieci Holocaustu”. Stworzyła także oddział dla kobiet na Akademii Medycznej. Maria Orwid jest dziś wspominana jako wybitna, uparta, niezależna kobieta o niezwykłej sile osobowości.

Maria Orwid

Następnym punktem wycieczki była tablica poświęcona historyczce Karolinie Lanckorońskiej, mieszcząca się przy ul. Wenecja 1. Karolina Lanckorońska pochodziła z arystokratycznej rodziny Lanckorońskich. Cały swój czas pracy dydaktycznej i naukowej na Uniwersytecie Lwowskim oraz w Towarzystwach Naukowych Lwowa, Warszawy i Rzymu. Prowadziła też działalność społeczną. Nie była krakowianką, jednak jej losy z tym miastem połączyła wojna. Dzięki sfałszowanym dokumentom, udało jej się dotrzeć do okupowanego przez Niemców Krakowa, dzięki czemu uniknęła śmierci. Tutaj brała udział w pracach Rady Głównej Opiekuńczej. Służyła również w Związku Walki Zbrojnej oraz w Armii Krajowej w stopniu porucznika. Udzielała się także w Polskim Czerwonym Krzyżu. W 1994 roku przekazała Polsce znaczną część kolekcji Lanckorońskich. Wiele obrazów i rysunków trafiło m.in. na Wawel.

Jadwiga Jędrzejowska

Przy ulicy Wenecja przewodniczka wspomniała także – z racji położonego niedaleko stadionu Cracovii – legendę polskiego sportu, tenisistkę Jadwigą Jędrzejowską, która jako jedyna (jak miało się okazać w ostatni weekend, pierwsza, ale nie jedyna – przyp. red.) dotarła do finału Wimbledonu (1937). Mieszkała w Krakowie, w domku nieopodal kortów tenisowych AZS, gdzie zaczęła się jej wielka przygoda z tenisem. Jędrzejowska, czyli Dżadża, spotkanie z tenisem zaczynała od podawania piłek. Robiła to, by pomóc finansowo rodzicom. Pierwsze sukcesy odniosła właśnie w rodzimym AZS-ie Kraków. W przedwojennej Polsce Jędrzejewską doceniono laurami w Przeglądzie Sportowym. Na krajowym podwórku nie miała rywalek. Gdy zdobywała swój ostatni tytuł, miała ponad 50 lat. Była fenomenem na miarę światową. Wygrała największą liczbę tytułów mistrzowskich spośród polskich sportowców wszystkich dyscyplin. W grze pojedynczej, podwójnej i mieszanej zdobyła łącznie 65 tytułów mistrzyni kraju. Wbrew wszelkim sportowym zasadom, przez całe życie paliła mnóstwo papierosów. Pomimo ogromnego sukcesu, nazwisko Dżadży bardzo szybko zostało zepchnięte na margines historii sportu.

Anna ŚwirszczyńskaOstatnim punktem wycieczki był „Dom Literatów”, mieszczący się przy ulicy Krupniczej 22. Mieszkała i pracowała w nim krakowska feministka oraz wybitna tłumaczka książek – Maria Leśniewska. Do jednego z jej największych dokonań można zaliczyć przetłumaczenie II tomu „Drugiej płci” Simone de Beauvoir – feministycznej biblii. „Dom Literatów” to także miejsce związane z twórczością poetki Anny Świrszczyńskiej, która po wojnie zamieszkała tam wraz ze swoja rodziną. Talent literacki odziedziczyła po ojcu (malarzu i poecie), jednak w przeciwieństwie do niego, była postrzegana jako twarda, energiczna, mocno stąpająca po ziemi. Uważała siebie za feministkę. Sprzeciwiała się jednowymiarowości świata kreowanego przez mężczyzn oraz przemocy wobec kobiet. Odbicie tego można znaleźć w jej poezji, której daleko do tkliwości i delikatności.

W niedzielę po południu,
gdy pomyła wreszcie garnki,
usiadła
przed lusterkiem.

I dowiedziała się
w niedzielę po południu,
że ukradziono jej życie.

Już dawno.

(Anna Świrszczyńska, Dowiedziała się, tomik Jestem baba, 1972)

I tutaj wycieczka dobiegła końca. Było to bardzo przyjemne doświadczenie przestrzeni i historii miasta, w którym codziennie się poruszam, z innej, nieznanej mi wcześniej perspektywy. Przede wszystkim była to jednak wycieczka w głąb pięknych opowieści o niezwykłych kobietach. Ich spuścizna jest dzisiaj pomijana w przewodnikach miejskich i historycznych podręcznikach, jednak pamięć o nich przechowują budynki, archiwa, biblioteki, albumy ze zdjęciami. Wycieczka Śladami Przodkiń PRL-u była świetną okazją, by tę pamięć odkurzyć.

*

FEMALE ANCESTORS FROM PRL. TRIP FOLLOWING IN THE FOOTSTEPS OF WOMEN

On the 2nd of June a tour around Krakow organised by Przestrzeń Kobiet foundation took place – the tour was unusual, because followed the path of famous woman, feminists, artists and other who influenced and shaped the city. Visited places were an excuse to discover forgotten histories of communist Poland and Krakow ancestresses, who are great and important woman, whose actions and accomplishments, though being key to city’s development were unjustly overlooked and disremembered.  The tour was full of stories and personages, but we are going to mention just a few of them.

The tour started at 3 p.m. at Matejko Square where the guide mentioned famous painter and traveller – Teresa Rudowicz.

Afterwards, the group went to Collegium Medicum at 12 Sw. Anna Street, where we learned about professor Maria Orwid. It’s a place where she started her career in psychiatry. Her research was a great input to this field, mainly in the area of the way patients are treated.

The next stop on the way was a commemorative plate about Karolina Lanckoronska – a historian, placed at 1 Wenecja Street. Apart from her educational work, she was also involved in non-profit and social activism working for example for Polish Red Cross.

As the aforementioned location is close to some sport venues, the guide mentioned Jadwiga Jedrzejewska, one of the two polish female tennis players (the other one is Agnieszka Radwanska) who made it to Wimbledon finals (1937).

The last part of the trip was “Dom literatów” (House of the literary man – translators comment) on 22 Krupnicza Street. In there worked and lived Cracovian feminist and extraordinary translator – Maria Lesniewska. One of her greatest achievement was the translation of the 2nd volume of The Second Sex by Simone de Beauvoir. “Dom Literatów” was also a place of work for a poet Anna Szwirszczynska. In her poetry she fought against one dimensional world created by men and violence against women.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under konkursy, relacje

Posłuchaj o projekcie „PRL-owskie historie miłości między Innymi”

„PRL-owskie historie miłości między Innymi” to obok Innej Historii i badań Agnieszki Weseli inicjatywa, której celem jest zdobywanie wiedzy na temat życia osób LGBT w przeszłości. Uczestnicy obozu badawczego na Uniwersytecie Jagiellońskim postanowili odnaleźć osoby homoseksualne i biseksualne, które w okresie PRL-u przeżywały swoją miłość. Niezmienne zachęcamy do współpracy z badaczkami i badaczami, szczegóły można przeczytać w zaproszeniu na stronie internetowej projektu.

O szczegółach badań można posłuchać także na naszym blogu. Prezentujemy wstęp do spotkania, które odbyło się w ramach „Różowych okularów PRL-u” 11 czerwca. O projekcie opowiada socjolożka UJ, Justyna Struzik:

Dodaj komentarz

Filed under badania, posłuchaj/zobacz

Spotkanie #9 – posłuchaj

18 czerwca spotkaliśmy się z Agnieszką Weseli, która opowiedziała między innymi o prowadzonych przez siebie badaniach o życiu nieheteronormatywnych kobiet w socjalistycznej Polsce.  Zapraszamy do wysłuchania niemal dwugodzinnego wykładu, który Agnieszka rozpoczęła przeglądem naukowych definicji homoseksualności pojawiających się w Polsce po II wojnie światowej…

Dodaj komentarz

Filed under badania, posłuchaj/zobacz

Konkurs „Ciąg dalszy nastąpi” – wyróżnienie

Ja szepnąłem na samym początku, że tam na skraju parku będzie bezpieczniej. Bo on pierwszy zbliżył się do mnie w tej najciemniejszej kępie drzew. Ale kiedy już szliśmy pod ogrodzenie przez połać trawy oświetlonej wątłym księżycem, on, 22-3-latek, widział mnie, starego, dokładnie? 

Tak kończy się fragment opowiadania Jerzego Nasierowskiego „Pyszczek w pyszczek”, który dostępny jest w tym miejscu. A taki jest ciąg dalszy tej historii według wyróżnionego w naszym konkursie Pawła Boczka.

Widział. Musiał widzieć. Ale jeśli widział, dlaczego nie odszedł? Dlaczego on, młody wybrał starego? Co on ma do roboty z takim jak ja, kiedy on może mieć każdego? Jest młody, nieźle wygląda… A zresztą, niechby i był szpetny, niechby odpychał – jest przecież bogaty. Albo to pozory, bo ta teczka jego, ten garnitur… Ale czy biedak stroiłby się w takie pióra, żeby przyjść do parku za potrzebą? Żeby zwalić, albo się wypiąć?

Idziemy. Ręce, patyki, kamienie uciekają spod butów, księżyc, drzewa, krzaki, trawa, ręce, spojrzenia, ręce, ręce, ręce. Wciąż idziemy, a ja go rozpracowuję. Dlaczego on, młody, ze starym? Chce się ufajdać, utytłać w starości? Woli starszych, starych!, bo dzięki temu, dzięki nam jest ciągle młody? Jesteśmy lepsi niż te wszystkie kremy, kremiki, na które pewnie go stać? Fetyszyzuje zmarszczkę? Młody nie ma nic do roboty ze starym! Jasne, ja mu zrobię to, co zrobiłby i młody. Wiadomo, doświadczenie, ale czy lepsze doświadczenie od siły, zapachu świeżości? Jezu, dlaczego on ze starym idzie? Czy on zawsze ze starymi i tylko dla starych? A może on chce pieniędzy? Nie, on raczej pomyśli, że to ja będę chciał od niego zapłatę za tę robotę.

Idziemy. Mijamy pary. Dopiero teraz zauważam, że to jest jakiś rytuał, jakaś norma, dogmat parkowej dłubaniny: wszędzie młodsi ze starszymi i nic tylko starość za ręce z młodością, starość przed młodością na kolanach, starość zlizująca młodość z młodości. Czyli to już jest ten moment, że ostatecznie jestem naznaczony wiekiem? Skoro on mnie wybrał – on, młodszy, mnie, starszego…

Przyspieszył. Ścisnął mnie mocno za rękę i prowadzi, właściwie wlecze na wcześniej upatrzone miejsce. Pędzi, zaczyna biec, jakby się miał zarazić wiekiem od tych w krzakach, co ich mijamy po drodze. Czyli jednak nie chce się w tej starości zatopić, nie chce się nią ubabrać? Dyszy. Dyszymy. Księżyc. Krzaki. Trawa. Ogrodzenie.

Dobiegliśmy. Stoimy przez chwilę w milczeniu, jakby bez inicjatywy, bez pomysłu na rozwój tego, po co przyszliśmy. Jak dziewice. On, młody – ja, stary. I nagle, widzę to bardzo wyraźnie, rozpina spodnie. Ha, jak będzie? Co on, młody, w tej swojej maklerskiej głowie obmyślił? Co mu za pomysł tam postał, do czego mnie, starego chce młodością przymusić, zaprosić? Klęknij. Myślę: dobrze, niech będzie po twojemu. Klękam i zajmuję się tą jego nabrzmiałą młodością. Ale w głowie mi od tego jeszcze bardziej szumi, że on młody, z pozycji młodości gubi się ze starym w krzakach, kiedy mógłby z młodym w łóżku, na wyprasowanych prześcieradłach. Stary z młodym młodnieje, ale młody ze starym? Przecież mu nie zapłaciłem, przecież mu nie zapłacę. O pieniądzach w ogóle nie było mowy. To on mnie zauważył, wybrał, to on pierwszy sięgnął do moich spodni. Ale dlaczego, dlaczego?! Syknął: nie rób zębami. Dlaczego napadło mnie teraz z tą jego młodością, moją starością, dlaczego w ogóle napadło? Dlaczego wyrosła przede mną młodość? Dlaczego tak bardzo urosła, nabrzmiała, wybujała do rangi problemu, kiedy ona zwyczajnie szuka zaspokojenia – byle jakiego zaspokojenia, szybkiego, anonimowego. I co z tym nagle, że przeze mnie jego młodość się paczy, a przez niego moja starość uwzniośla? Upodlenie przez uwznioślenie, uwznioślenie przez upodlenie? Jezu, o czym ja, co też mnie…

Klęczę przed nim jak przed świętym posągiem. Nawet ręce mam złożone jak do modlitwy. Tylko w rękach fiut zamiast gromnicy. Patrzę nad niego z dołu. Stoi wielki, prawie czarny w tym cieniu. Dyszy. Od czasu do czasu łapie mnie za głowę, dociska do siebie. Nie patrzy na mnie. Ma zamknięte oczy. Przeżywa? Brzydzi się? Brzydzi jak tylu innych, co tutaj przychodzą dla ulgi, a później na panelach, spotkaniach tak bardzo się brzydzą tymi, co włażą po nocach w krzaki? Oni są święcie oburzeni, oburzeni retorycznie, teoretycznie, ideologicznie. Światopogląd ich nie wytrzymuje tego ślinienia po parkach – wolą zamknąć się w sobie, obudować hipokryzją. My nigdy! A przecież to oni przede wszystkim! Ten też taki? Czysty, schludny, niezbrukany parkową trawą, poświatą księżyca, spermą na nogawce? Nie może (nie chce?) sięgnąć w tym swoim poukładanym życiu po to, po co przychodzi do parku? Park mu daje tę namiastkę normalności, w której może sobie popływać przez tych kilka minut jak w chlorowanym basenie? Ja mu robię za wodę i chlor?! A może on lubi ten dreszcz, że niby prywatnie, a jednak publicznie? Może ma dość gżenia się w pościeli? Jezu, jaki on jest, że ze mną, dla mnie, przede mną?! Gra, nie gra? Musi, chce?!

Nie gryź!

Nie gryź… I wyszło, że moja starość łapczywa na jego młodość, zachłanna. Już nie wystarczy lizać, już trzeba gryźć, dobierać się do jądra młodości, do jej sedna, istoty. Trzeba wgryźć się w tę młodość, wczepić, wpić i chłonąć wszystko, co ona ma do zaoferowania. Trzeba ją z pozycji starości osaczyć, obstąpić i zdominować – nawet jeśli całe to dobieranie odbywa się z pozycji submisywnej. A wtedy ona wstąpi w starość i starość rozświetli się na jeden ulotny moment. Czyli muszę być jak wampir. Tylko zamiast do szyi, do jej żył – dopadać rozporka i rozporkowych treści. Ssać stamtąd esencję, żywotność. Napaść, podbić, dosiąść!

I jesteśmy tak w tym parku – on, ja, my. Przemawiam do niego, do jego bytu przez fiuta, za fiuta pośrednictwem – przez fiuta łączę się z nim najpełniej. My dwaj, odrębni – teraz jako jedno. Starość i młodość zespolone w całość, na drodze do spełnienia. Nikt już nie jest stary, nikt nie jest młody, bo scalamy się w akt, w czyn stwarzający. My dwaj jako jedno, akolici testosteronu, my dwaj – demiurgowie. Urzeczywistniamy siebie poprzez siebie i wszystko z nas, przez nas. A to cośmy stworzyli, ścieka po trawie (bo wyszarpnął się ze mnie w ostatnim momencie), ta jego wyrzygana młodość, i zaraz wsiąknie w ziemię. Przez chwilę pachnie jeszcze kwitnącymi kasztanowcami – później nic. On się zapina, ja wstaję. A nad nami wszechświat odwiecznością odwieczny. I my we wszechświecie. A w środku tego wszystkiego kosmiczny, metafizyczny fiut. I wszystko wokół niego orbituje.

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Poszukiwana, poszukiwane… – relacja ze spotkania #9

Agnieszka WeseliZ historyczką, aktywistką feministyczną i queerową Agnieszką Weseli spotkaliśmy się 18 czerwca w krakowskim klubie F.A.I.T. Jej wykład Poszukiwana, poszukiwane – lesbijka, biseksualistka, transka, czyli kobieta nieheteronormatywna w socjalistycznej Polsce dotyczył badań nad życiem lesbijek w okresie PRL-u, ale w swojej pierwszej części wprowadzał słuchacza w medyczne, prawne i publicystyczne dyskursy homoseksualności.

Jak podkreślała Weseli, istotnym jest, by nie traktować okresu PRL-u jako monolitu, a w badania nad „innym” włączyć perspektywę historyczną. Ukazuje ona, że od drugiej wojny światowej (historia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej zaczyna się od roku 1952, wcześniej socjalistyczny polski organizm państwowy funkcjonuje jako Rzeczpospolita Polska) zachodziły ważne zmiany w postrzeganiu seksualności i ról płciowych, czy też w podejściu do seksualnych mniejszości. Chętnie cytowane przez badaczy wypowiedzi z różnych lat okresu polskiego socjalizmu to z tej perspektywy wypowiedzi pochodzące z różnych kontekstów, które bez zaplecza wiedzy historycznej mogą zostać przez nas błędnie rozszyfrowane.

Według Weseli badacze i badaczki zajmujący się pogłębianiem wiedzy na temat osób LGBT w okresie socjalizmu rekonstruują „strzępki na podstawie strzępków” – niemożliwym jest uzyskanie przez nas spójnej narracji. Tłem historycznym dla dyskursów o seksualności po roku 1945 są zmiany zachodzące w obrębie rodziny. Miejsce kobiety w dalszym ciągu wyznaczane było poprzez obowiązki domowe, ale coraz częściej jej rola była poszerzana o pracę zawodową. Zmieniał się model rodziny, kształtowany przez społeczne kampanie (w tym akcja „Ludwiku do rondla” zachęcająca mężczyzn do współwykonywania obowiązków domowych). W życiu nowoczesnej, odpowiedzialnej matki centralne miejsce zajmuje świadomie poczęte dziecko. Wśród mediów, które kształtowały kobiecą seksualność, był tygodnik „Przyjaciółka”. Zaangażowanie w konserwowanie heteronormatywności wychodzącego w 3-milionowym nakładzie magazynu wydaje się nieco ironiczne, jak wskazywały bowiem rozmówczynie Weseli w prowadzonych przez nią wywiadach, słowo „przyjaciółka” funkcjonowało także jako lesbijski kod. „Szukam przyjaciółki” było często spotykaną „matrymonialną ofertą” widniejącą na osiedlowych tablicach ogłoszeniowych. Ów kod nie był bynajmniej powszechny. Rozmówczynie Weseli częściej niż do miłosnych czy erotycznych przeżyć odwoływały się do doświadczenia, o którym można w skrócie powiedzieć: „Byłam sama, o nikim nie wiedziałam”.

Jak uważa Weseli, wiedza seksuologiczna jest odbiciem społecznego odbioru osób nieheteronormatywnych. Wymownym zatem staje się fakt, że przez długi czas w polskiej wiedzy seksuologicznej temat homoseksualności nie istniał, a po 1954 roku funkcjonował najczęściej w dyskursie chorobowym. Z tego punktu widzenia seksuologiczna wiedza o homoseksualności często mówiła o „procesie wstępowania na drogę homoseksualizmu”, który, jak próbowali dowieść seksuolodzy, rzadziej miał miejsce u kobiet niż u mężczyzn. Pojawienie się w nich definicji lesbijki i opisów seksualności kobiecej są zaś ujmowane tylko w odniesieniu do seksualności męskiej jako swojego rodzaju odmienność. Ciekawy był także sposób nazywania zjawiska homoseksualizmu w poradnikowej prasie przełomu lat 70-tych i 80-tych. Relacja między mężczyznami określana była, po prostu, jako homoseksualizm męski, podczas gdy relacje kobiece określane były w zupełnie innym, emocjonalnym rejestrze – autorzy używali sformułowań „miłość lesbijska” czy „miłość saficka”.

Dyskursy o seksualności tamtych czasów Weseli traktuje jak zwierciadła, w których osoby LGBT mogły przeglądać się i na podstawie uzyskanej wiedzy budować własną tożsamość. Z tej perspektywy dla badaczki wyjątkowo cennym był wielokrotnie wspominany podczas „Różowych okularów PRL-u” film „Inne spojrzenie”. Przedstawiał on lesbijską relację w sposób niezmedykalizowany, pozwalający na pozytywną identyfikację kobiecego widza.

widownia i kadr z filmu Inne Spojrzenie

Badania Agnieszki Weseli są w toku i nie sposób przewidzieć, czego jeszcze możemy się dowiedzieć o nieheteronormatywnych kobietach żyjących w okresie polskiego socjalizmu. Jeśli znacie kogoś, kto mógłby udzielić Agnieszce wywiadu, nie wahajcie się z nią skontaktować. Jej adres mailowy znajdziecie na stronie weseli.info

*

AGNIESZKA WESELI, WANTED – LESBIAN, BISEXUALIST, TRANSSEXUAL AS NON-HETEROSEXUAL WOMAN IN SOCIALIST POLAND

On the 18th of June we met with Agnieszka Weseli, a historian but also a feminist and queer activist, in F.A.I.T club in Cracow. Her lecture entitled ‘She is wanted, they are wanted – lesbian, bisexual and transsexual women in Socialist Poland’ was discussing her research about the life of lesbians in People’s Republic of Poland with an introduction about medical, legal and journalistic aspects of homosexuality.

According to Weseli, it’s crucial not to treat the time of PRP as a monolith and to include the history of Poland when researching about ‘the other’. She shows that between the Second World War and the beginning of PRP in 1952, important changes occurred in the views on sexuality and gender roles as well as the attitude towards sexual minorities. Researchers eagerly quote statements from different periods of Polish socialism, although without previous knowledge of historical background they can be easily misinterpreted.

After Weseli, social scientists exploring the topic of LGBT population during communism rebuild “scraps based on scraps” – making it impossible to produce a coherent discourse. The historical context of the debate regarding sexuality in post-war Poland is changes occurring in households countrywide. The role of women was defined through housework, however more and more of them had to get a job and balance it out. Hence, the traditional model of families began to change following social campaigns such as “Ludwiku do rondla” which encouraged men to share house duties. For a modern and responsible mother the main goal is to consciously conceive. Among the media creating the picture of women’s sexuality was a magazine “Przyjaciółka”(A friend – translator’s comment). Committed to maintain heteronormativity with a circulation of 5 million copies it became slightly ironic as its name was being used in lesbian code language. “Looking for a friend” meant in fact an interest in creating a lesbian relationship and was hang on the local boards with other announcements. However, this code was not very well known. The Weseli’s interviewees rarely referred to their emotional or sexual experiences and mostly spoke about their feeling of loneliness and being unaware of the existence of other lesbians.

Weseli states that the knowledge in the area of sexology shows only the society’s view on the non-heteronormative people. Additionally it’s revealed by the fact that sexology research in homosexuality in Poland didn’t exist and after 1954 it was always treated as a disease. From that perspective the research was referring to “a process of the beginnings of homosexual behavior” and they tried to prove that it was more common among men then women. Lesbians and female sexuality was only treated in comparison to male sexuality to show the distinctness. Moreover the names for homosexuality used in self-help magazines of 70s and 80s were very intriguing. Relationships between men were simply called male homosexuality, whereas female relations where referred to in a different, more emotional manner – writers used phrases such as ‘lesbian love’ or ‘sapphic love’.

Those deliberations about sexuality from that period, Weseli treats as a mirror in which LGBT people can look at themselves and based on the gained knowledge, define themselves. From that point of view, for her a very important representation was a film that was very often mentioned during ‘Pink glasses of PRP’ lectures – ‘Another Way’. It shows a lesbian relationship from a non-medical angle, allowing female audience for a positive affinity.

Agnieszka Weseli’s research is still in progress and therefore it’s hard to predict what else can we learn about non-heteronormative women in Communist Poland.

Dodaj komentarz

Filed under badania, galeria, relacje

Konkurs „Ciąg dalszy nastąpi” rozwiązany

W konkursie literackim Ciąg dalszy nastąpi  Waszym zadaniem było dokończenie fragmentu opowiadania “Pyszczek w pyszczek” – tekstu Jerzego Nasierowskiego, gościa ostatniego spotkania w ramach cyklu „Różowe okulary PRL-u. Queer Cafe”.

Mamy wyjątkową przyjemność przedstawić Wam zwycięski ciąg dalszy.  Zdaniem Jurora – Jerzego Nasierowskiego – na wyróżnienie zasłużył także Paweł Boczek z Krakowa. Autorce zwycieskiego opowiadania oraz Pawłowi zostaną przesłane książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej oraz Korporacji Ha!art.

Gratulujemy!

(Fragment opowiadania „Pyszczek w pyszczek”  można przeczytać tutaj.)

Widział mnie swoimi kocimi oczami, byliśmy pyszczek w pyszczek, lekko skośny kształt wskazywał na jakieś powinowactwa tatarskie w genotypie i się rozmarzyłem swym erotomańskim umysłem, co znaczyło że w minutę mi wzleciał. Ostre kanty moich świeżo wyprasowanych spodni zjeżyły się, krew w żyłach szumnie penetrowała tętnice i naczynia włosowate, pompka dobrze działała. Makler chwycił mnie za rękę wilgotną od słono czosnkowego potu jak swego ojca, który to jak się potem dowiedziałem wskazał mu ten kierunek przeklęty przez wielu (i pedałował potem z wielką ochotą pogodzony z losem, jak niewielu). Wzdrygnąłem się trochę przed tak romantycznym gestem w tym parczku pełnym grzeszników rozpustników, konfidentów, bandytów i nas pederastów, ale chwyciłem go mocno, tą jego młodzieńczą powierzchnię skóry poczułem i nie było odwrotu, czasy ciężkie, prześladowania. Zbyt granatowa noc była naszą sojuszniczką, makler łapczywy jak młody szczeniak szybko romantyzm skończył, ja zadowolony z takiego obrotu sprawy poczułem się jak młody bóg. Wampiryczność maklera przejawiała się tym, że wysysał białą krew do ostatniej kropli, co zgubne dla niego okazało się w momencie rozpoczęcia interesów z Niemcami, którzy to przywieźli do naszej bezpiecznej PRLowskiej krainy, tą ,,małpią” na cztery złowieszcze litery alfabetu chorobę i z kosą potem na nas masowo przyszła śmierć. Park ten był mocnym akcentem w środku spokojnego miasta, latarnie stały blisko siebie, ale ledwo migocząca ich łuna gwarantowała jako taką anonimowość, chodził tam ten kto wiedział. Trzeba było być ostrożnym, makler nie był, dostał pałą po dupie wiele razy, a że znajomości miał komuchowskie to w pierdlu nie siedział tylko dupę miał siną od pał, nawet z jedną miał poważny romans, wysoko postawiona pała dała mu immunitet, wtedy to sobie poczynał, a ja nie mogłem mu się oprzeć pomimo jego rozwiązłości, urok czarnych oczu działał na mnie jak jakiś afrodyzjak węgierski. Zabierałem go na wycieczki za miasto, cieszyłem się wtedy jak dziecko, mój poważny wiek, mój belferski ton głosu wprowadzał go w stan miłosnego uniesienia, przypominałem mu wuja Eustachego, jego pierwszą wielką platoniczną miłość. Po pół roku spotkań w przeddzień urodzin moich zaczęły się kłopoty, jak to przeważnie bywało w takich a nie inaczej ukierunkowanych stosunkach, jesień spowiła wtedy naszą mlekiem płynącą krainę składającą się z przedpokoju, sypialni i salonu w stylu Ludwika XVI bo tak moje m2 urządziłem i spotkania plenerowe zamieniliśmy na schadzki domowe. Do moich drzwi zapukał uroczo brutalnie, brutalny pan umundurowany, a raczej dwóch, krzątałem się wtedy po kuchni pichcąc dobrą kolację dla mojego, a tu tych dwóch zakłóciło rytuał. Szukali go, pytali wnikliwie o niego, pytania tendencyjne, kiedy ja go ostatni raz widziałem, w jakim charakterze się spotykamy i jak długo, byli bardzo powściągliwi, w mojej norce panowała atmosfera typowa dla starego erotomana i te ich wyniosłe dobre maniery zbiły mnie z tropu, zacząłem domysły snuć, to jego wysoko postawiony zazdrosny umundurowany kochanek (nawiasem mówiąc ojciec dwójki dzieci, kochający mąż) wysłał ich na wywiad środowiskowy, na wypytywanie na spytki. Podrapawszy się w głowę już łysą, udawałem niewzruszonego tymczasem smutek i strach mnie obleciał, wypiłem parzoną mocną czarną i sam wyruszyłem w miasto idąc szlakiem pedalskim szukać młodego. Zachodziłem od jednej do drugiej speluny, od jednego do drugiego lokalu, od jednego do drugiego dworca i koło 2 w nocy po paru ładnych przezroczystych setkach zaniosło mnie do parczku naszego. Zasiadłem na ławce wzruszony wspomnieniem pierwszego spotkania, przechadzałem się wąchając aromat oparów wydzielin ludzkich i nakryłem ich, jego piękną wypiętą i wysoko postawionego, moje oczy zaszkliły się łzami zranionego kochanka, alkohol rozmiękczył moje stare serce, nie widzieli mnie w amoku typowym dla samczego jestestwa robili swoje, obok drzewa ze cztery metry od nich zostawili swoje rzeczy, makler swoją dobrze mi znaną teczuszkę, a wysoko postawiony białą patrolowską pałę ( swoją drogą bał się pewnie przychodzić tutaj bez atrybutów władzy) mnie w tym szale zazdrosnego kochanka złapała agresja za gardło jak młodego gniewnego i skradałem się wprost w stronę drzewa po ich rzeczy, nie zastanawiając się chwyciłem za białą chropowatą pałę i wprost na bladą mundurową dupę parę solidnych uderzeń nań zapodałem, będzie miał po tej historii sine tygodniowe wspomnienia na dupie, miejscu gdzie rozkosz z bólem się miesza.

1 komentarz

Filed under konkursy

Ostatnie różowe okulary rozdane!

Rozwiązaliśmy kolejny konkurs. Prawidłowa odpowiedź na zagadkę…

rudolf_1984Jego nasłynniejsza powieść pełna jest “dyndajności”, “dziurawości” i “gołąbków romantycznych ze skarbonką u dupy”. Jej bohaterami są, między innymi, Tomasz (wśród przyjaciół korzysta z drugiego imienia) i Yazyt, o którym czytelnik dowiaduje się jedynie z opowiadań zakochanego w nim Tomasza…

…brzmi: „Rudolf” Mariana Pankowskiego.

Różowe okulary oraz ”Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu” Marty Konarzewskiej, “Gejdar” Dominiki Buczak i Mike’a Urbaniaka oraz “Lubiewo” Michała Witkowskiego (wersja audio) trafiają do: Izabeli Grot, Ag Rafki, Katarzyny Nogaj oraz Marzeny Malinowskiej. Gratulujemy!

Dziękujemy Wam także za udział w konkursie literackim Ciąg dalszy nastąpi, już niedługo rozwiązanie…

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Różowe okulary – konkurs #3

rozowe_okularyPrzed nami kolejny konkurs. Mamy dla Was jedną parę różowych okularów, a także trzy książki: ”Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu” Marty Konarzewskiej, „Gejdar” Dominiki Buczak i Mike’a Urbaniaka oraz „Lubiewo” Michała Witkowskiego. Ta ostatnia – w wersji audio.

Jego nasłynniejsza powieść pełna jest „dyndajności”, „dziurawości” i „gołąbków romantycznych ze skarbonką u dupy”. Jej bohaterami są, między innymi, Tomasz (wśród przyjaciół korzysta z drugiego imienia) i Yazyt, o którym czytelnik dowiaduje się jedynie z opowiadań zakochanego w nim Tomasza…

Jaki jest tytuł tej powieści i kto jest jej autorem? 

Prawidłowe odpowiedzi przesyłajcie na adres: fundacja.wolontariat@gmail.com 

Na Wasze odpowiedzi czekamy do jutra – 25 czerwca – do północy. A o 18:00, o czym warto pamiętać, ostatnie spotkanie z cyklu „Różowe okulary PRL-u. Queer Cafe” – w krakowskim Bunkrze Sztuki gościmy Jerzego Nasierowskiego i Krzysztofa Tomasika.

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Krzysztof Tomasik na „Różowych okularach PRL-u”

W najbliższy poniedziałek, 25 czerwca, w krakowskim Bunkrze Sztuki (plac Szczepański 3A) gościem „Różowych okularów PRL-u” będzie Jerzy Nasierowski. Rozmowę z nim poprowadzi związany z Krytyką Polityczną badacz polskiego homoseksualizmu,  Krzysztof Tomasik. 

gejerel25 czerwca to także dzień premiery nowej książki Krzysztofa Tomasika, „Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u”. Jak pisze wydawca, książka Krzysztofa Tomasika to kopalnia wiedzy na temat homoseksualizmu w PRL i konstruowanych wokół niego opowieści. Autor wertuje reportaże, zapomnianą literaturę, akta spraw sądowych, wypowiedzi autorytetów i polityków, pamiętniki i listy. Śledzi ów niezbadany dotychczas dyskurs i daje nam wgląd w sprawy, o których nie pisali literaturoznawcy, historycy ani badaczki kultury. Jedną z centralnych postaci w budowanej przez Tomasika współczesnej narracji o homoseksualnym PRL-u jest właśnie Jerzy Nasierowski. Spotkanie tych dwóch postaci w Krakowie pozwala na wysunięcie śmiałej tezy – nieoficjalna premiera ważnej pozycji dla badań nad historią LGBT będzie miała miejsce nigdzie indziej, jak na „Różowych okularach PRL-u”.

Na poniedziałkowe spotkanie Krzysztof Tomasik zapowiedział pokaz zdjęć z archiwum Jerzego Nasierowskiego. Namiastka poniżej: fotografia z prywatnego archiwum pisarza, początek lat 60-tych:

jerzy_nasierowski

Krzysztof Tomasik (1978) – publicysta, biografista, badacz polskiego homoseksualizmu. Autor książki „Homobiografie” (2008) i redaktor zbioru PRL-owskich reportaży „Mulat w pegeerze” (2011). Prowadzi seminaria biograficzne na Uniwerytecie Krytycznym Krytyki Politycznej i wykłada na Queer Studies w KPH. Współgospodarz audycji „Lepiej późno nią wcale” w radiu Tok Fm. Właśnie ukazała się jego najnowsza książka „Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u” (2012).  

Dodaj komentarz

Filed under galeria, zapowiedzi spotkań

Inna Historia

Inna Historia, obóz badawczy „PRL-owskie historie miłości między Innymi” czy niniejszy projekt, „Różowe okulary PRL-u” – wszyscy zajmujemy się odkrywaniem polskiej historii XX wieku z punktu widzenia mniejszości seksualnych. Projekt Instytutu Socjologii miał okazję zaprezentować się podczas naszego cyklu, o Innej Historii, projekcie prowadzonym przez Wojciecha Szota, przeczytacie poniżej.

InnaHistoria.pl powstała z myślą o digitalizacji i upublicznianiu wiedzy dotyczącej historii osób LGBT w Polsce. Liczne teksty, w tym fragmenty książek, artykuły i magazyny, które składają się na historyczny dyskurs o mniejszościach seksualnych w Polsce, są sukcesywnie skanowane, a następnie eksponowane  w wirtualnym Muzeum. Choć nie można w nim niczego dotknąć,  eksponaty dostępne są na wyciągniecie ręki – wszystkie można pobierać na swój komputer i dowolnie kopiować. Co kolekcjonuje Inna Historia?


inna_historiaGłówny akcent kładziemy na dwa okresy – przed wybuchem II wojny światowej i publikację literatury medycznej i około-medycznej mówiącej o homoseksualizmie oraz okres PRL. Zbieramy wycinki – nasze muzeum jest zbiorem (w przeważającej części) fragmentów książek […]. W przypadku artykułów (prasowych, z wydań zbiorowych)  publikujemy pełne teksty. Interesują nas również ilustracje – zarówno karykatury jak i zdjęcia z artystycznych wydarzeń. „Prasa” to skany gazet skierowanych do osób LGBT powstałych przed 1991 rokiem. W dziale Varia umieściliśmy eksponaty, które trudno skatalogować w tak prosty sposób – użytkownik (użytkowniczka) odnajdzie w nim druki ulotne. 

Inna Historia to także projekt, którego celem jest archiwizacja historii mówionej. Na drugą połowę bieżącego roku twórcy projektu zapowiadają inicjatywę Audio-Queerstory. Na razie znaleźć można na Innej Historii wywiad udokumentowany przez projekt Visual History Archive, jeden z największym zbiorów historii mówionych, zrealizowany przez USC Shoah Foundation Institute.

Oprócz Muzeum historii LGBT i archiwum historii mówionej na Innej Historii publikowane są artykuły pisane między innymi przez twórców portalu. Wśród nich rozmowa z bohaterem jednego z naszych konkursów, Profesorem Michałem Głowińskim.

Zapraszamy do odwiedzenia strony InnaHistoria.pl, a tutaj prezentujemy pierwszy numer magazynu FILO – drugą w kolejności regularną publikację o tematyce LGBT w Polsce. Jego twórcą był Ryszard Kisiel, bohater nowego filmu Karola Radziszewskiego „Kisieland”. Wydany 3 listopada 1986 roku, słynny podziemny zin zaczyna się od komentarza na temat niejednokrotnie przywoływanego na „Różowych okularach PRL-u” filmu Andrzeja Domalika „Zygfryd”…

FILO 1/1986

Dodaj komentarz

Filed under badania