Konkurs „Ciąg dalszy nastąpi” rozwiązany

W konkursie literackim Ciąg dalszy nastąpi  Waszym zadaniem było dokończenie fragmentu opowiadania “Pyszczek w pyszczek” – tekstu Jerzego Nasierowskiego, gościa ostatniego spotkania w ramach cyklu „Różowe okulary PRL-u. Queer Cafe”.

Mamy wyjątkową przyjemność przedstawić Wam zwycięski ciąg dalszy.  Zdaniem Jurora – Jerzego Nasierowskiego – na wyróżnienie zasłużył także Paweł Boczek z Krakowa. Autorce zwycieskiego opowiadania oraz Pawłowi zostaną przesłane książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej oraz Korporacji Ha!art.

Gratulujemy!

(Fragment opowiadania „Pyszczek w pyszczek”  można przeczytać tutaj.)

Widział mnie swoimi kocimi oczami, byliśmy pyszczek w pyszczek, lekko skośny kształt wskazywał na jakieś powinowactwa tatarskie w genotypie i się rozmarzyłem swym erotomańskim umysłem, co znaczyło że w minutę mi wzleciał. Ostre kanty moich świeżo wyprasowanych spodni zjeżyły się, krew w żyłach szumnie penetrowała tętnice i naczynia włosowate, pompka dobrze działała. Makler chwycił mnie za rękę wilgotną od słono czosnkowego potu jak swego ojca, który to jak się potem dowiedziałem wskazał mu ten kierunek przeklęty przez wielu (i pedałował potem z wielką ochotą pogodzony z losem, jak niewielu). Wzdrygnąłem się trochę przed tak romantycznym gestem w tym parczku pełnym grzeszników rozpustników, konfidentów, bandytów i nas pederastów, ale chwyciłem go mocno, tą jego młodzieńczą powierzchnię skóry poczułem i nie było odwrotu, czasy ciężkie, prześladowania. Zbyt granatowa noc była naszą sojuszniczką, makler łapczywy jak młody szczeniak szybko romantyzm skończył, ja zadowolony z takiego obrotu sprawy poczułem się jak młody bóg. Wampiryczność maklera przejawiała się tym, że wysysał białą krew do ostatniej kropli, co zgubne dla niego okazało się w momencie rozpoczęcia interesów z Niemcami, którzy to przywieźli do naszej bezpiecznej PRLowskiej krainy, tą ,,małpią” na cztery złowieszcze litery alfabetu chorobę i z kosą potem na nas masowo przyszła śmierć. Park ten był mocnym akcentem w środku spokojnego miasta, latarnie stały blisko siebie, ale ledwo migocząca ich łuna gwarantowała jako taką anonimowość, chodził tam ten kto wiedział. Trzeba było być ostrożnym, makler nie był, dostał pałą po dupie wiele razy, a że znajomości miał komuchowskie to w pierdlu nie siedział tylko dupę miał siną od pał, nawet z jedną miał poważny romans, wysoko postawiona pała dała mu immunitet, wtedy to sobie poczynał, a ja nie mogłem mu się oprzeć pomimo jego rozwiązłości, urok czarnych oczu działał na mnie jak jakiś afrodyzjak węgierski. Zabierałem go na wycieczki za miasto, cieszyłem się wtedy jak dziecko, mój poważny wiek, mój belferski ton głosu wprowadzał go w stan miłosnego uniesienia, przypominałem mu wuja Eustachego, jego pierwszą wielką platoniczną miłość. Po pół roku spotkań w przeddzień urodzin moich zaczęły się kłopoty, jak to przeważnie bywało w takich a nie inaczej ukierunkowanych stosunkach, jesień spowiła wtedy naszą mlekiem płynącą krainę składającą się z przedpokoju, sypialni i salonu w stylu Ludwika XVI bo tak moje m2 urządziłem i spotkania plenerowe zamieniliśmy na schadzki domowe. Do moich drzwi zapukał uroczo brutalnie, brutalny pan umundurowany, a raczej dwóch, krzątałem się wtedy po kuchni pichcąc dobrą kolację dla mojego, a tu tych dwóch zakłóciło rytuał. Szukali go, pytali wnikliwie o niego, pytania tendencyjne, kiedy ja go ostatni raz widziałem, w jakim charakterze się spotykamy i jak długo, byli bardzo powściągliwi, w mojej norce panowała atmosfera typowa dla starego erotomana i te ich wyniosłe dobre maniery zbiły mnie z tropu, zacząłem domysły snuć, to jego wysoko postawiony zazdrosny umundurowany kochanek (nawiasem mówiąc ojciec dwójki dzieci, kochający mąż) wysłał ich na wywiad środowiskowy, na wypytywanie na spytki. Podrapawszy się w głowę już łysą, udawałem niewzruszonego tymczasem smutek i strach mnie obleciał, wypiłem parzoną mocną czarną i sam wyruszyłem w miasto idąc szlakiem pedalskim szukać młodego. Zachodziłem od jednej do drugiej speluny, od jednego do drugiego lokalu, od jednego do drugiego dworca i koło 2 w nocy po paru ładnych przezroczystych setkach zaniosło mnie do parczku naszego. Zasiadłem na ławce wzruszony wspomnieniem pierwszego spotkania, przechadzałem się wąchając aromat oparów wydzielin ludzkich i nakryłem ich, jego piękną wypiętą i wysoko postawionego, moje oczy zaszkliły się łzami zranionego kochanka, alkohol rozmiękczył moje stare serce, nie widzieli mnie w amoku typowym dla samczego jestestwa robili swoje, obok drzewa ze cztery metry od nich zostawili swoje rzeczy, makler swoją dobrze mi znaną teczuszkę, a wysoko postawiony białą patrolowską pałę ( swoją drogą bał się pewnie przychodzić tutaj bez atrybutów władzy) mnie w tym szale zazdrosnego kochanka złapała agresja za gardło jak młodego gniewnego i skradałem się wprost w stronę drzewa po ich rzeczy, nie zastanawiając się chwyciłem za białą chropowatą pałę i wprost na bladą mundurową dupę parę solidnych uderzeń nań zapodałem, będzie miał po tej historii sine tygodniowe wspomnienia na dupie, miejscu gdzie rozkosz z bólem się miesza.

Reklamy

1 komentarz

Filed under konkursy

One response to “Konkurs „Ciąg dalszy nastąpi” rozwiązany

  1. le divine

    o rany dziewczęta i proza pedalska, to nie może się dobrze skończyć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s