Category Archives: konkursy

Relacja z wycieczki śladami przodkiń z PRL-u

Nadrabiamy zaległości. Dziś prezentujemy relację z wycieczki śladami „przodkiń z PRL-u”. Autorce relacji, Magdzie Nowak, dziękujemy za udział w konkursie i gratulujemy!

2 czerwca pod przewodnictwem Fundacji Przestrzeń Kobiet udaliśmy się na spacer po Krakowie – spacer nietuzinkowy, bo wyznaczony śladami emancypantek, artystek i innych wybitnych kobiet, które wpłynęły na charakter tego miasta. Odwiedzane miejsca były pretekstem do odkrywania historii krakowskich Przodkiń PRL-u, czyli wielkich, ciekawych osobowości, których dorobek, działalność i dokonania dzisiaj są niesprawiedliwie pomijane i zapominane. Wycieczka obfitowała w kobiece postaci i ich historie, ja postaram się przytoczyć jedynie część z nich.

Spotkaliśmy się o 15:00 na Placu Matejki, by tam przyjrzeć się historii Teresy Rudowicz malarki i podróżniczki. Była ona członkinią zdominowanej przez mężczyzn artystycznej Grupy Krakowskiej. Uchodzi za jedną z bardziej odrębnych indywidualności w krakowskim środowisku artystycznym. Rudowicz konsekwentnie budowała własny, niepowtarzalny styl i język artystyczny. Najbardziej rozpoznawalnym elementem jej twórczości są kolaże robione z przeróżnych znalezionych materiałów, które pokazują jej zamiłowanie do pozornie niepotrzebnych przedmiotów. Jej nieodłącznym elementem był papieros.

Po wizycie na Placu Matejki udaliśmy się pod Collegium Medicum przy ulicy Św. Anny 12, co stanowiło okazję do zapoznania się z sylwetką profesor Marii Orwid. Jest to miejsce, w którym rozpoczęła ona swoją drogę związaną z psychiatrią. Działalność naukową zasugerował jej Stanisław Lem, którego uważała za swojego intelektualnego opiekuna. Po ukończeniu studiów medycznych rozpoczęła pracę w krakowskiej Klinice Psychiatrycznej prowadzonej przez prof. Antoniego Kępińskiego. Orwid była jedną z pierwszych kobiet na psychiatrii. Jej dorobek wiele wniósł do tej dziedziny – przede wszystkim w kontekście podmiotowego traktowania pacjentów. Zainicjowała badania nad psychicznymi skutkami pobytu w obozie pracy. Była twórczynią projektu terapii dla ocalałych z obozu zagłady o nazwie „Dzieci Holocaustu”. Stworzyła także oddział dla kobiet na Akademii Medycznej. Maria Orwid jest dziś wspominana jako wybitna, uparta, niezależna kobieta o niezwykłej sile osobowości.

Maria Orwid

Następnym punktem wycieczki była tablica poświęcona historyczce Karolinie Lanckorońskiej, mieszcząca się przy ul. Wenecja 1. Karolina Lanckorońska pochodziła z arystokratycznej rodziny Lanckorońskich. Cały swój czas pracy dydaktycznej i naukowej na Uniwersytecie Lwowskim oraz w Towarzystwach Naukowych Lwowa, Warszawy i Rzymu. Prowadziła też działalność społeczną. Nie była krakowianką, jednak jej losy z tym miastem połączyła wojna. Dzięki sfałszowanym dokumentom, udało jej się dotrzeć do okupowanego przez Niemców Krakowa, dzięki czemu uniknęła śmierci. Tutaj brała udział w pracach Rady Głównej Opiekuńczej. Służyła również w Związku Walki Zbrojnej oraz w Armii Krajowej w stopniu porucznika. Udzielała się także w Polskim Czerwonym Krzyżu. W 1994 roku przekazała Polsce znaczną część kolekcji Lanckorońskich. Wiele obrazów i rysunków trafiło m.in. na Wawel.

Jadwiga Jędrzejowska

Przy ulicy Wenecja przewodniczka wspomniała także – z racji położonego niedaleko stadionu Cracovii – legendę polskiego sportu, tenisistkę Jadwigą Jędrzejowską, która jako jedyna (jak miało się okazać w ostatni weekend, pierwsza, ale nie jedyna – przyp. red.) dotarła do finału Wimbledonu (1937). Mieszkała w Krakowie, w domku nieopodal kortów tenisowych AZS, gdzie zaczęła się jej wielka przygoda z tenisem. Jędrzejowska, czyli Dżadża, spotkanie z tenisem zaczynała od podawania piłek. Robiła to, by pomóc finansowo rodzicom. Pierwsze sukcesy odniosła właśnie w rodzimym AZS-ie Kraków. W przedwojennej Polsce Jędrzejewską doceniono laurami w Przeglądzie Sportowym. Na krajowym podwórku nie miała rywalek. Gdy zdobywała swój ostatni tytuł, miała ponad 50 lat. Była fenomenem na miarę światową. Wygrała największą liczbę tytułów mistrzowskich spośród polskich sportowców wszystkich dyscyplin. W grze pojedynczej, podwójnej i mieszanej zdobyła łącznie 65 tytułów mistrzyni kraju. Wbrew wszelkim sportowym zasadom, przez całe życie paliła mnóstwo papierosów. Pomimo ogromnego sukcesu, nazwisko Dżadży bardzo szybko zostało zepchnięte na margines historii sportu.

Anna ŚwirszczyńskaOstatnim punktem wycieczki był „Dom Literatów”, mieszczący się przy ulicy Krupniczej 22. Mieszkała i pracowała w nim krakowska feministka oraz wybitna tłumaczka książek – Maria Leśniewska. Do jednego z jej największych dokonań można zaliczyć przetłumaczenie II tomu „Drugiej płci” Simone de Beauvoir – feministycznej biblii. „Dom Literatów” to także miejsce związane z twórczością poetki Anny Świrszczyńskiej, która po wojnie zamieszkała tam wraz ze swoja rodziną. Talent literacki odziedziczyła po ojcu (malarzu i poecie), jednak w przeciwieństwie do niego, była postrzegana jako twarda, energiczna, mocno stąpająca po ziemi. Uważała siebie za feministkę. Sprzeciwiała się jednowymiarowości świata kreowanego przez mężczyzn oraz przemocy wobec kobiet. Odbicie tego można znaleźć w jej poezji, której daleko do tkliwości i delikatności.

W niedzielę po południu,
gdy pomyła wreszcie garnki,
usiadła
przed lusterkiem.

I dowiedziała się
w niedzielę po południu,
że ukradziono jej życie.

Już dawno.

(Anna Świrszczyńska, Dowiedziała się, tomik Jestem baba, 1972)

I tutaj wycieczka dobiegła końca. Było to bardzo przyjemne doświadczenie przestrzeni i historii miasta, w którym codziennie się poruszam, z innej, nieznanej mi wcześniej perspektywy. Przede wszystkim była to jednak wycieczka w głąb pięknych opowieści o niezwykłych kobietach. Ich spuścizna jest dzisiaj pomijana w przewodnikach miejskich i historycznych podręcznikach, jednak pamięć o nich przechowują budynki, archiwa, biblioteki, albumy ze zdjęciami. Wycieczka Śladami Przodkiń PRL-u była świetną okazją, by tę pamięć odkurzyć.

*

FEMALE ANCESTORS FROM PRL. TRIP FOLLOWING IN THE FOOTSTEPS OF WOMEN

On the 2nd of June a tour around Krakow organised by Przestrzeń Kobiet foundation took place – the tour was unusual, because followed the path of famous woman, feminists, artists and other who influenced and shaped the city. Visited places were an excuse to discover forgotten histories of communist Poland and Krakow ancestresses, who are great and important woman, whose actions and accomplishments, though being key to city’s development were unjustly overlooked and disremembered.  The tour was full of stories and personages, but we are going to mention just a few of them.

The tour started at 3 p.m. at Matejko Square where the guide mentioned famous painter and traveller – Teresa Rudowicz.

Afterwards, the group went to Collegium Medicum at 12 Sw. Anna Street, where we learned about professor Maria Orwid. It’s a place where she started her career in psychiatry. Her research was a great input to this field, mainly in the area of the way patients are treated.

The next stop on the way was a commemorative plate about Karolina Lanckoronska – a historian, placed at 1 Wenecja Street. Apart from her educational work, she was also involved in non-profit and social activism working for example for Polish Red Cross.

As the aforementioned location is close to some sport venues, the guide mentioned Jadwiga Jedrzejewska, one of the two polish female tennis players (the other one is Agnieszka Radwanska) who made it to Wimbledon finals (1937).

The last part of the trip was “Dom literatów” (House of the literary man – translators comment) on 22 Krupnicza Street. In there worked and lived Cracovian feminist and extraordinary translator – Maria Lesniewska. One of her greatest achievement was the translation of the 2nd volume of The Second Sex by Simone de Beauvoir. “Dom Literatów” was also a place of work for a poet Anna Szwirszczynska. In her poetry she fought against one dimensional world created by men and violence against women.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under konkursy, relacje

Konkurs „Ciąg dalszy nastąpi” – wyróżnienie

Ja szepnąłem na samym początku, że tam na skraju parku będzie bezpieczniej. Bo on pierwszy zbliżył się do mnie w tej najciemniejszej kępie drzew. Ale kiedy już szliśmy pod ogrodzenie przez połać trawy oświetlonej wątłym księżycem, on, 22-3-latek, widział mnie, starego, dokładnie? 

Tak kończy się fragment opowiadania Jerzego Nasierowskiego „Pyszczek w pyszczek”, który dostępny jest w tym miejscu. A taki jest ciąg dalszy tej historii według wyróżnionego w naszym konkursie Pawła Boczka.

Widział. Musiał widzieć. Ale jeśli widział, dlaczego nie odszedł? Dlaczego on, młody wybrał starego? Co on ma do roboty z takim jak ja, kiedy on może mieć każdego? Jest młody, nieźle wygląda… A zresztą, niechby i był szpetny, niechby odpychał – jest przecież bogaty. Albo to pozory, bo ta teczka jego, ten garnitur… Ale czy biedak stroiłby się w takie pióra, żeby przyjść do parku za potrzebą? Żeby zwalić, albo się wypiąć?

Idziemy. Ręce, patyki, kamienie uciekają spod butów, księżyc, drzewa, krzaki, trawa, ręce, spojrzenia, ręce, ręce, ręce. Wciąż idziemy, a ja go rozpracowuję. Dlaczego on, młody, ze starym? Chce się ufajdać, utytłać w starości? Woli starszych, starych!, bo dzięki temu, dzięki nam jest ciągle młody? Jesteśmy lepsi niż te wszystkie kremy, kremiki, na które pewnie go stać? Fetyszyzuje zmarszczkę? Młody nie ma nic do roboty ze starym! Jasne, ja mu zrobię to, co zrobiłby i młody. Wiadomo, doświadczenie, ale czy lepsze doświadczenie od siły, zapachu świeżości? Jezu, dlaczego on ze starym idzie? Czy on zawsze ze starymi i tylko dla starych? A może on chce pieniędzy? Nie, on raczej pomyśli, że to ja będę chciał od niego zapłatę za tę robotę.

Idziemy. Mijamy pary. Dopiero teraz zauważam, że to jest jakiś rytuał, jakaś norma, dogmat parkowej dłubaniny: wszędzie młodsi ze starszymi i nic tylko starość za ręce z młodością, starość przed młodością na kolanach, starość zlizująca młodość z młodości. Czyli to już jest ten moment, że ostatecznie jestem naznaczony wiekiem? Skoro on mnie wybrał – on, młodszy, mnie, starszego…

Przyspieszył. Ścisnął mnie mocno za rękę i prowadzi, właściwie wlecze na wcześniej upatrzone miejsce. Pędzi, zaczyna biec, jakby się miał zarazić wiekiem od tych w krzakach, co ich mijamy po drodze. Czyli jednak nie chce się w tej starości zatopić, nie chce się nią ubabrać? Dyszy. Dyszymy. Księżyc. Krzaki. Trawa. Ogrodzenie.

Dobiegliśmy. Stoimy przez chwilę w milczeniu, jakby bez inicjatywy, bez pomysłu na rozwój tego, po co przyszliśmy. Jak dziewice. On, młody – ja, stary. I nagle, widzę to bardzo wyraźnie, rozpina spodnie. Ha, jak będzie? Co on, młody, w tej swojej maklerskiej głowie obmyślił? Co mu za pomysł tam postał, do czego mnie, starego chce młodością przymusić, zaprosić? Klęknij. Myślę: dobrze, niech będzie po twojemu. Klękam i zajmuję się tą jego nabrzmiałą młodością. Ale w głowie mi od tego jeszcze bardziej szumi, że on młody, z pozycji młodości gubi się ze starym w krzakach, kiedy mógłby z młodym w łóżku, na wyprasowanych prześcieradłach. Stary z młodym młodnieje, ale młody ze starym? Przecież mu nie zapłaciłem, przecież mu nie zapłacę. O pieniądzach w ogóle nie było mowy. To on mnie zauważył, wybrał, to on pierwszy sięgnął do moich spodni. Ale dlaczego, dlaczego?! Syknął: nie rób zębami. Dlaczego napadło mnie teraz z tą jego młodością, moją starością, dlaczego w ogóle napadło? Dlaczego wyrosła przede mną młodość? Dlaczego tak bardzo urosła, nabrzmiała, wybujała do rangi problemu, kiedy ona zwyczajnie szuka zaspokojenia – byle jakiego zaspokojenia, szybkiego, anonimowego. I co z tym nagle, że przeze mnie jego młodość się paczy, a przez niego moja starość uwzniośla? Upodlenie przez uwznioślenie, uwznioślenie przez upodlenie? Jezu, o czym ja, co też mnie…

Klęczę przed nim jak przed świętym posągiem. Nawet ręce mam złożone jak do modlitwy. Tylko w rękach fiut zamiast gromnicy. Patrzę nad niego z dołu. Stoi wielki, prawie czarny w tym cieniu. Dyszy. Od czasu do czasu łapie mnie za głowę, dociska do siebie. Nie patrzy na mnie. Ma zamknięte oczy. Przeżywa? Brzydzi się? Brzydzi jak tylu innych, co tutaj przychodzą dla ulgi, a później na panelach, spotkaniach tak bardzo się brzydzą tymi, co włażą po nocach w krzaki? Oni są święcie oburzeni, oburzeni retorycznie, teoretycznie, ideologicznie. Światopogląd ich nie wytrzymuje tego ślinienia po parkach – wolą zamknąć się w sobie, obudować hipokryzją. My nigdy! A przecież to oni przede wszystkim! Ten też taki? Czysty, schludny, niezbrukany parkową trawą, poświatą księżyca, spermą na nogawce? Nie może (nie chce?) sięgnąć w tym swoim poukładanym życiu po to, po co przychodzi do parku? Park mu daje tę namiastkę normalności, w której może sobie popływać przez tych kilka minut jak w chlorowanym basenie? Ja mu robię za wodę i chlor?! A może on lubi ten dreszcz, że niby prywatnie, a jednak publicznie? Może ma dość gżenia się w pościeli? Jezu, jaki on jest, że ze mną, dla mnie, przede mną?! Gra, nie gra? Musi, chce?!

Nie gryź!

Nie gryź… I wyszło, że moja starość łapczywa na jego młodość, zachłanna. Już nie wystarczy lizać, już trzeba gryźć, dobierać się do jądra młodości, do jej sedna, istoty. Trzeba wgryźć się w tę młodość, wczepić, wpić i chłonąć wszystko, co ona ma do zaoferowania. Trzeba ją z pozycji starości osaczyć, obstąpić i zdominować – nawet jeśli całe to dobieranie odbywa się z pozycji submisywnej. A wtedy ona wstąpi w starość i starość rozświetli się na jeden ulotny moment. Czyli muszę być jak wampir. Tylko zamiast do szyi, do jej żył – dopadać rozporka i rozporkowych treści. Ssać stamtąd esencję, żywotność. Napaść, podbić, dosiąść!

I jesteśmy tak w tym parku – on, ja, my. Przemawiam do niego, do jego bytu przez fiuta, za fiuta pośrednictwem – przez fiuta łączę się z nim najpełniej. My dwaj, odrębni – teraz jako jedno. Starość i młodość zespolone w całość, na drodze do spełnienia. Nikt już nie jest stary, nikt nie jest młody, bo scalamy się w akt, w czyn stwarzający. My dwaj jako jedno, akolici testosteronu, my dwaj – demiurgowie. Urzeczywistniamy siebie poprzez siebie i wszystko z nas, przez nas. A to cośmy stworzyli, ścieka po trawie (bo wyszarpnął się ze mnie w ostatnim momencie), ta jego wyrzygana młodość, i zaraz wsiąknie w ziemię. Przez chwilę pachnie jeszcze kwitnącymi kasztanowcami – później nic. On się zapina, ja wstaję. A nad nami wszechświat odwiecznością odwieczny. I my we wszechświecie. A w środku tego wszystkiego kosmiczny, metafizyczny fiut. I wszystko wokół niego orbituje.

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Konkurs „Ciąg dalszy nastąpi” rozwiązany

W konkursie literackim Ciąg dalszy nastąpi  Waszym zadaniem było dokończenie fragmentu opowiadania “Pyszczek w pyszczek” – tekstu Jerzego Nasierowskiego, gościa ostatniego spotkania w ramach cyklu „Różowe okulary PRL-u. Queer Cafe”.

Mamy wyjątkową przyjemność przedstawić Wam zwycięski ciąg dalszy.  Zdaniem Jurora – Jerzego Nasierowskiego – na wyróżnienie zasłużył także Paweł Boczek z Krakowa. Autorce zwycieskiego opowiadania oraz Pawłowi zostaną przesłane książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej oraz Korporacji Ha!art.

Gratulujemy!

(Fragment opowiadania „Pyszczek w pyszczek”  można przeczytać tutaj.)

Widział mnie swoimi kocimi oczami, byliśmy pyszczek w pyszczek, lekko skośny kształt wskazywał na jakieś powinowactwa tatarskie w genotypie i się rozmarzyłem swym erotomańskim umysłem, co znaczyło że w minutę mi wzleciał. Ostre kanty moich świeżo wyprasowanych spodni zjeżyły się, krew w żyłach szumnie penetrowała tętnice i naczynia włosowate, pompka dobrze działała. Makler chwycił mnie za rękę wilgotną od słono czosnkowego potu jak swego ojca, który to jak się potem dowiedziałem wskazał mu ten kierunek przeklęty przez wielu (i pedałował potem z wielką ochotą pogodzony z losem, jak niewielu). Wzdrygnąłem się trochę przed tak romantycznym gestem w tym parczku pełnym grzeszników rozpustników, konfidentów, bandytów i nas pederastów, ale chwyciłem go mocno, tą jego młodzieńczą powierzchnię skóry poczułem i nie było odwrotu, czasy ciężkie, prześladowania. Zbyt granatowa noc była naszą sojuszniczką, makler łapczywy jak młody szczeniak szybko romantyzm skończył, ja zadowolony z takiego obrotu sprawy poczułem się jak młody bóg. Wampiryczność maklera przejawiała się tym, że wysysał białą krew do ostatniej kropli, co zgubne dla niego okazało się w momencie rozpoczęcia interesów z Niemcami, którzy to przywieźli do naszej bezpiecznej PRLowskiej krainy, tą ,,małpią” na cztery złowieszcze litery alfabetu chorobę i z kosą potem na nas masowo przyszła śmierć. Park ten był mocnym akcentem w środku spokojnego miasta, latarnie stały blisko siebie, ale ledwo migocząca ich łuna gwarantowała jako taką anonimowość, chodził tam ten kto wiedział. Trzeba było być ostrożnym, makler nie był, dostał pałą po dupie wiele razy, a że znajomości miał komuchowskie to w pierdlu nie siedział tylko dupę miał siną od pał, nawet z jedną miał poważny romans, wysoko postawiona pała dała mu immunitet, wtedy to sobie poczynał, a ja nie mogłem mu się oprzeć pomimo jego rozwiązłości, urok czarnych oczu działał na mnie jak jakiś afrodyzjak węgierski. Zabierałem go na wycieczki za miasto, cieszyłem się wtedy jak dziecko, mój poważny wiek, mój belferski ton głosu wprowadzał go w stan miłosnego uniesienia, przypominałem mu wuja Eustachego, jego pierwszą wielką platoniczną miłość. Po pół roku spotkań w przeddzień urodzin moich zaczęły się kłopoty, jak to przeważnie bywało w takich a nie inaczej ukierunkowanych stosunkach, jesień spowiła wtedy naszą mlekiem płynącą krainę składającą się z przedpokoju, sypialni i salonu w stylu Ludwika XVI bo tak moje m2 urządziłem i spotkania plenerowe zamieniliśmy na schadzki domowe. Do moich drzwi zapukał uroczo brutalnie, brutalny pan umundurowany, a raczej dwóch, krzątałem się wtedy po kuchni pichcąc dobrą kolację dla mojego, a tu tych dwóch zakłóciło rytuał. Szukali go, pytali wnikliwie o niego, pytania tendencyjne, kiedy ja go ostatni raz widziałem, w jakim charakterze się spotykamy i jak długo, byli bardzo powściągliwi, w mojej norce panowała atmosfera typowa dla starego erotomana i te ich wyniosłe dobre maniery zbiły mnie z tropu, zacząłem domysły snuć, to jego wysoko postawiony zazdrosny umundurowany kochanek (nawiasem mówiąc ojciec dwójki dzieci, kochający mąż) wysłał ich na wywiad środowiskowy, na wypytywanie na spytki. Podrapawszy się w głowę już łysą, udawałem niewzruszonego tymczasem smutek i strach mnie obleciał, wypiłem parzoną mocną czarną i sam wyruszyłem w miasto idąc szlakiem pedalskim szukać młodego. Zachodziłem od jednej do drugiej speluny, od jednego do drugiego lokalu, od jednego do drugiego dworca i koło 2 w nocy po paru ładnych przezroczystych setkach zaniosło mnie do parczku naszego. Zasiadłem na ławce wzruszony wspomnieniem pierwszego spotkania, przechadzałem się wąchając aromat oparów wydzielin ludzkich i nakryłem ich, jego piękną wypiętą i wysoko postawionego, moje oczy zaszkliły się łzami zranionego kochanka, alkohol rozmiękczył moje stare serce, nie widzieli mnie w amoku typowym dla samczego jestestwa robili swoje, obok drzewa ze cztery metry od nich zostawili swoje rzeczy, makler swoją dobrze mi znaną teczuszkę, a wysoko postawiony białą patrolowską pałę ( swoją drogą bał się pewnie przychodzić tutaj bez atrybutów władzy) mnie w tym szale zazdrosnego kochanka złapała agresja za gardło jak młodego gniewnego i skradałem się wprost w stronę drzewa po ich rzeczy, nie zastanawiając się chwyciłem za białą chropowatą pałę i wprost na bladą mundurową dupę parę solidnych uderzeń nań zapodałem, będzie miał po tej historii sine tygodniowe wspomnienia na dupie, miejscu gdzie rozkosz z bólem się miesza.

1 komentarz

Filed under konkursy

Ostatnie różowe okulary rozdane!

Rozwiązaliśmy kolejny konkurs. Prawidłowa odpowiedź na zagadkę…

rudolf_1984Jego nasłynniejsza powieść pełna jest “dyndajności”, “dziurawości” i “gołąbków romantycznych ze skarbonką u dupy”. Jej bohaterami są, między innymi, Tomasz (wśród przyjaciół korzysta z drugiego imienia) i Yazyt, o którym czytelnik dowiaduje się jedynie z opowiadań zakochanego w nim Tomasza…

…brzmi: „Rudolf” Mariana Pankowskiego.

Różowe okulary oraz ”Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu” Marty Konarzewskiej, “Gejdar” Dominiki Buczak i Mike’a Urbaniaka oraz “Lubiewo” Michała Witkowskiego (wersja audio) trafiają do: Izabeli Grot, Ag Rafki, Katarzyny Nogaj oraz Marzeny Malinowskiej. Gratulujemy!

Dziękujemy Wam także za udział w konkursie literackim Ciąg dalszy nastąpi, już niedługo rozwiązanie…

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Różowe okulary – konkurs #3

rozowe_okularyPrzed nami kolejny konkurs. Mamy dla Was jedną parę różowych okularów, a także trzy książki: ”Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu” Marty Konarzewskiej, „Gejdar” Dominiki Buczak i Mike’a Urbaniaka oraz „Lubiewo” Michała Witkowskiego. Ta ostatnia – w wersji audio.

Jego nasłynniejsza powieść pełna jest „dyndajności”, „dziurawości” i „gołąbków romantycznych ze skarbonką u dupy”. Jej bohaterami są, między innymi, Tomasz (wśród przyjaciół korzysta z drugiego imienia) i Yazyt, o którym czytelnik dowiaduje się jedynie z opowiadań zakochanego w nim Tomasza…

Jaki jest tytuł tej powieści i kto jest jej autorem? 

Prawidłowe odpowiedzi przesyłajcie na adres: fundacja.wolontariat@gmail.com 

Na Wasze odpowiedzi czekamy do jutra – 25 czerwca – do północy. A o 18:00, o czym warto pamiętać, ostatnie spotkanie z cyklu „Różowe okulary PRL-u. Queer Cafe” – w krakowskim Bunkrze Sztuki gościmy Jerzego Nasierowskiego i Krzysztofa Tomasika.

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Różowe okulary po raz kolejny rozdane!

Nasz konkurs rozstrzygnięty! Prawidłowa odpowiedź na pytanie konkursowe „kto jest autorem dziennika, z którego pochodzi cytowany fragment?” brzmi: MIRON BIAŁOSZEWSKI. Różowe okulary i książki Krytyki Politycznej trafiają do: Martyny Równiak, Pawła Boczka, Liliany Religi, Martyny Kulaszewskiej, Michała Misiarczyka i Anny Wielechowskiej. Gratulujemy!

Ponieważ nasz projekt jeszcze się nie skończył, będzie jeszcze szansa na wygranie ciekawych książek i oczywiście – różowych okularów. Bądźcie czujni!

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Konkurs – zagadka!

Po raz kolejny mamy dla Was do wygrania różowe okulary, te same, które patronują naszemu blogowi i cyklowi wykładów „Różowe okulary PRL-u. Queer Café”.  Mamy też dla Was dwie książki wydawnictwa Krytyki Politycznej: „Nieobecni” Bartosza Żurawieckiego oraz „Lata walk ulicznych” Michała Zygmunta.

różowe okulary

Tym razem czekamy tylko do 13 czerwca. Prawidłowe odpowiedzi przesyłajcie na adres: fundacja.wolontariat@gmail.com 

Wśród prawidłowych odpowiedzi wylosujemy zwycięzców. Oto pytanie konkursowe: Kto jest autorem dziennika, z którego pochodzi cytowany poniższej fragment?

Pojechałem metrem, czyli subwayem, do kina mojego obrządku. Sporo stało i siedziało mężczyzn w różnym wieku, różnej urody, wszystkich ras. Niektórzy stali w loży obserwacyjnej pod ścianą. (…) W rzędach krzeseł przeważnie zaangażowani w namiętności, ale pojedyncze. Z ekranu dochodzą jakby lądowania rakiet, jękliwe dojazdy do orgazmu, tryskają spermy, i dalsza akcja, z innymi cielskami. (…) Wchodzę za ekran, do ciemnego nastrojowego pomieszczenia, a tam cienie chłopów. Mają się ku sobie, podchodzą. Jeden – widzę z daleka – wspaniały, prawie nagi – nie żałuje nikomu patrzenia na siebie. (…) Przedsionek nieba czy piekła. Słychać jęki rozkoszy zza ekranu i jednocześnie te na żywo”. 

2 Komentarze

Filed under konkursy

„Ciąg dalszy nastąpi” – dokończ opowiadanie Jerzego Nasierowskiego

Mamy przyjemność ogłosić konkurs zatytułowany Ciąg dalszy nastąpi, w którym Waszym zadaniem jest dokończenie fragmentu opowiadania „Pyszczek w pyszczek” – tekstu podarowanego „Różowym okularom PRL-u” przez Jerzego Nasierowskiego. Na ciąg dalszy czekamy do dnia zakończenia projektu, tj. 25 czerwca, podczas którego naszym gościem w Galerii Bunkier Sztuki w Krakowie będzie właśnie pisarz i aktor Jerzy Nasierowski. Rozmowę z nim poprowadzi Krzysztof Tomasik, autor książki „Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u”. Opowiadania prosimy przesyłać na adres: fundacja.wolontariat@gmail.com

Najciekawsze teksty zostaną opublikowane na naszym blogu, a ich autorzy otrzymają zestawy książek wydawnictwa Krytyki Politycznej: ”Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu” Marty Konarzewskiej i Piotra Pacewicza, ”Nieobecni” Bartosza Żurawieckiego oraz “Lata walk ulicznych” Michała Zygmunta.

Oto fragment opowiadania „Pyszczek w pyszczek”. Jak może potoczyć się ta historia?

/…/ Na całym (wszech)świecie, nocą, pewne ogrody czy parki mają (zawsze miały) swoje drugie życie z pedałami. Za młodu, grubo po zachodzie słońca, czasem się zakradałem w któreś tajemne haszcze. Och, mężczyznę nachodzą różne kaprysy. Ale czemu mało który pedał (lub półpedał) się przyzna, nawet przed zaprzyjaźnio­nym „zboczeńcem”, że kocha się gzić po omacku w ta­kich małpich gajach? Nawet ja często grzęznę w obłudzie. A ta parkowa żądza chyba mi dziś wróciła…
O zmroku, jak wegetariański wampir, lezę do ulubionego parku. To jest po prostu cudowne. Żadnych tam la­tarń i te przemykające cienie samotnych mężczyzn; zbli­żają się, odchodzą. Zwyrodniałe ćmy, bo lgnące do ciem­ności. Zieleń już się całkiem zagęściła, więc te 5-6 krążących postaci nie narusza spokoju nieruchomych pni drzew i krzaków.
Jakiś młody, elegancki mężczyzna tak się przemyka z teczką w ręku! Makler po dyżurze na sąsiedzkiej gieł­dzie?… Okazuje się z bliska przystojny, ślicznie pach­nący. Nie zraża go, że ja śmierdzę czosnkiem. Stoimy za poplątanym konarami drzewem przy ogrodzeniu, mając cały park na oku. Bo przecież tam przychodzą na swoje łowy i młode bandziory…
W takiej anonimowej półciemności, twierdzę, doznaje się nieosiągalnej inaczej więzi międzyludzkiej. To więź czystego piękna, prócz niejako rozwiązłej łapczywo­ści, do której, być może, zmusza miejsce i czas.
Trzymając się z ma­klerem za ręce, ciągle je kur­czowo ściskając, my, zrośnięte ramieniem i biodrem przecie najprawdziwsze samce, robimy to sobie wolnymi rękami, do lepszego skutku niż ten neokapitalizm.
Prócz tego, że makler miał teczkę (odstawił ją), był raczej inteligentny, choć nie wyrzekł ani słowa.
Ja szepnąłem na samym początku, że tam na skraju parku będzie bez­pieczniej. Bo on pierwszy zbliżył się do mnie w tej najciemniejszej kępie drzew. Ale kiedy już szliśmy pod ogrodzenie przez połać trawy oświetlonej wątłym księżycem, on, 22-3-latek, widział mnie, starego, dokładnie?

Czekamy na Wasze zgłoszenia! Jednocześnie podajemy informację, że niedostępna w sprzedaży, bestsellerowa powieść Jerzego Nasierowskiego „Zbrodnia i…” zostanie wznowiona przez Korporację Ha!art w wersji elektronicznej (format PDF). Premiera 25 czerwca 2012.

Dodaj komentarz

Filed under konkursy

Różowe okulary rozdane! Kolejny konkurs przed nami…

Prawidłowa odpowiedź na konkursowe pytanie – Polski naukowiec, który w autobiograficznej książce opowiada o swoich “kręgach obcości”: żydostwie, homoseksualizmie, klaustrofobii – to: Michał Głowińskiteoretyk literatury, autor wydanej w 2010 roku książki „Kręgi obcości”. Różowe okulary wylosowali: Dominik Dziedzic i Kamil Kiedos. Gratulujemy!

Przygotowaliśmy dla Was kolejny konkurs: napiszcie relację z wycieczki śladami przodkiń z PRL-u! Wycieczka przygotowana przez Fundację Przestrzeń Kobiet odbędzie się w Krakowie w najbliższą sobotę, 2 czerwca (start: Pl. Matejki, godz. 15.00).

Najciekawsze relacje zostaną nagrodzone książkami wydawnictwa Krytyki Politycznej: „Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu” Marty Konarzewskiej i Piotra Pacewicza, „Nieobecni” Bartosza Żurawieckiego oraz „Lata walk ulicznych” Michała Zygmunta. Najlepsza relacja zostanie umieszczona na blogu www.pink-glasses.pl.

A tak zapowiada się sobotnia wycieczka:

Okres PRL to przeszłość bardzo nieodległa, a jednocześnie niezbyt rozpoznana. Historia kobiet to temat bliski, a wciąż zbyt mało o niej wiadomo. W ramach wycieczki opowiemy o kobietach związanych z Krakowem w czasach PRL, żyjących tu, pracujących, wpływających na kształt rzeczywistości. Przyjrzymy się miejscom związanym z życiem m.in. prof. psychiatrii Marii Orwid, poetki Anny Świrszczyńskiej, malarki Teresy Rudowicz, tłumaczki Marii Leśniewskiej i innych wybitnych kobiet wciąż znanych zbyt mało.

Planujemy kolejne konkursy, śledźcie naszego bloga!

Dodaj komentarz

Filed under konkursy, zapowiedzi spotkań

Różowe okulary do wzięcia!

Różowe okulary to słowo-klucz naszego projektu, swoisty wehikuł czasu, z którym przyglądamy się zakodowanym w kulturze PRL-u wątkom nieheteronormatywnych seksualności.  Model naszych różowych okularów, popularnie zwany ray-banem, to znak rozpoznawczy tego cyklu Queer Cafe. To również namacalny, funkcjonalny (zwłaszcza w słonecznie dni) rekwizyt, który z chęcią przekażemy Tobie, droga czytelniczko/drogi czytelniku.

okulary

By wygrać powyższe okulary, należy przesłać pod adres fundacja.wolontariat@gmail.com odpowiedź na pytanie:

Polski naukowiec, który w autobiograficznej książce opowiada o swoich „kręgach obcości”: żydostwie, homoseksualizmie, klaustrofobii – o kogo chodzi?

Na odpowiedzi czekamy do końca tego tygodnia, tj. do 27 maja, wtedy też wylosujemy zwycięzcę lub zwyciężczynię konkursu. Różowe okulary do wzięcia!

Jak zdradza zdjęcie z archiwum polskiej kinematografii, Zbyszek Cybulski też nosił różowe okulary…

zbigniew cybulski


Dodaj komentarz

Filed under galeria, konkursy